O fleksitarianizmie i umiarze w kuchni

kylee-alons-430005-unsplash.jpg

Świadomość etycznych, ekologicznych i politycznych skutków spożycia mięsa dla wielu stała się powodem do zmiany swoich przyzwyczajeń żywieniowych. I wcale nie chodzi o to by być radykalnym. Częściowa rezygnacja z mięsa to jeden z pozytywniejszych i zdrowych nurtów. 

Fleksitarianizm to nie konkretna dieta, a postawa wynikająca ze świadomości negatywnego wymiaru masowej produkcji mięsa. Polega na postanowieniu ograniczeniu mięsa, najcześciej się mówi o jego spożyciu w skali tygodnia. Konkretne zasady wyznacza własne sumienie. Fleksitarianizm nie jest lżejszą ani przejściową formą do wegetarianizmu. Ta postawa wiąże się szacunkiem do spożywanego mięsa - według obranej zasady - specjalnych okazji, wybranych dni… Okazjonalne spożycie mięsa pozwala także na wybieranie go z wiekszą uwagą, lepszej jakości, z hodowli ekologicznych, prowadzących humanitarny ubój. 

Od zarania dziejów mięso było dla człowieka nagrodą. Wiązało się z wykonaniem pracy, bezpośrednio z polowaniem/chowem zwierzyny lub pracą na rzecz jego nabycia. Jednak przez wieki dla większości mięso zostawało poza zasięgiem i wbrew utartym poglądom podstawą diety człowieka było białko roślinne. Sytuacja zaczęła się zmieniać w XIX wieku, kiedy za sprawą rewolucji rolniczej mięso stało się tańsze i dostępne dla mniej zamożnych. Dziś na świecie spożywa się go 250 milionów ton rocznie. Mięso stanowi podstawe naszej codziennej diety. 

Masowa produkcja mięsa i ryb obniżyła ceny. Skróciła chów zwierząt z kilkunastu miesięcy do zaledwie kliku. Większość zwierząt hodowlanych nigdy nie widzi naturalnego światła, całe życie spędza w fatalnych warunkach, bo prawo określające normy hodowli ma na uwadze głównie ochronę konsumenta. Jak często widzieliście filmy w internecie na których zwięrzęta giną w cierpieniu? Jeśli nawet założymy, że to niewielka setna procenta, patologiczny margines przemysłu mięsnego i przemnożymy to przez 60 miliardów(!) rocznie zabijanych zwierząt otrzymamy wynik na który trudno pozostać obojętnym.

Największym sukcesem przemysłu spożywczego XX wieku było skrycie przed konsumentem
rzeczywistości za murami tuczarni i ubojni
— Jonathan S. Foer, amerykański pisarz, autor "Eating Animals"

Wiele mówi się o ociepleniu klimatu i emisji gazów cieplarnianych, a tak nie wiele o tym, że znaczna część gazów i zanieczyszczenia wód jest bezpośrednio związana z hodowlą zwierząt. Eksperci ostrzegają, że sytuacja ulegnie dramatycznemu pogorszeniu, gdy wraz z rozwojem klasy średniej w Indiach i Chinach powstanie kolejny ogromny rynek zbytu.  Mięsny jarmark odgryza się także gospodarczo na krajach Trzeciego Świata. Im więcej rolników prowadzi uprawę ziaren przeznaczonych na pasze dla zwierząt, tym mniej na rynku jest upraw przeznaczonych na żywność dla ludzi, co prowadzi do wzrostu cen. 

To tylko kilka argumentów z długiej listy, które dla mnie stały się powodem do zmiany. Cena jaką płacimy wszyscy za tanie mięso jest nieproporcjonalnie wysoka do chwilowej przyjemności.  Od lat jadam mięso z wyrzutami sumienia, największymi wtedy, gdy część trafia do kosza. Im więcej zaczęłam gotować i poczułam się pewniej, tym łatwiejszy stał się dla mnie krok w stronę ograniczenia mięsa. Fleksitarianizm to dieta bezpieczna, nie tak radykalna jak wegetarianizm i dużo łatwiejsza do wprowadzenia. Mięso w tygodniu bez problemu zastąpimy wysokobiałkowymi  strączkami: soczewicą, kaszą, grochem, fasolą... i zbożami.  Warto odrobić kilka lekcji na temat żywienia, ale bez większych starań częściowa rezygnacja z mięsa będzie miała pozytywne skutki dla zdrowia. 

Będąc świadomym ogromnego wpływu naszych przyzwyczajeń żywieniowych  trudno wybaczyć sobie obojętność i nonszalancje z jaką traktujemy środowisko i zwierzęta.