Szczerze fleksitarianizmie - o skutkach ograniczenia mięsa w diecie

 
8F0E2E7F-8878-4929-91D9-D5631CDBDB9B.JPG

5 miesięcy temu przeszłam na fleksitarianizm, ograniczając mięso do 1-2 posiłków w tygodniu. O powodach i diecie pisałam tutaj, a teraz chciałabym się podzielić jakie skutki przyniosła dla mnie zmiana i jakie popełniłam błędy.

Wegetarianizm i weganizm były dla mnie dietami zbyt radykalnymi, interesowały mnie wyłącznie jako przejaw rosnącej społecznej świadomości i wrażliwości. Kibicowałam i podziwiałam osoby w swoim otoczeniu, które zdecydowały się nie jeść mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, jednoszczęśnie sama uważając, że to dieta nie dla mnie. Głównie z obawy, że nie dam rady rozsądnie zastąpić witamin i minerałów, które występują w białku zwierzęcym i samego białka. Obecnie, mając doświadczenia z dietą warzywną, znając skutki, jestem pewna, że gwałtowna i radykalna zmiana była by dla mnie niekorzystna. 

Fleksitarianizm zalicza się do najbezpieczniejszych i zdrowych diet, dietetycy dość zgodnie wskazują, że mięsa nie powinniśmy jeść cześciej niż 2-3 razy w tygodniu - wydawałoby się, że wprowadzenie tej diety to dosłownie bułka z masłem - a jednak tak nie jest. Zmiana diety to nauka jedzenia od nowa. Warto nadrobić relacje z warzywami i jak każda relacja, ta również potrzebuje czasu. By się rozsmakować trzeba być cierpliwym, bo najprawdopodobniej przyrządzane pierwszy raz potrawy nie sprawią nam przyjemności. W tym okresie jest trudniej podjadać, bo nie ma ulubionych przekąsek - a te nowe są jeszcze nieodkryte. Największym błędem każdej diety jest głodzenie się, jeśli nie mamy czasu lub możliwości przygotowywać sobie wartościowych posiłków będący alternatywą dla mięsnego obiadu reszty domowników i wybieramy być głodni to taka dieta nie może być korzystna. Sporo czasu zajmuje wypracowanie różnorodnej diety, która uchronii organizm przed niedoborami. Nie ma dróg na skróty, przykład: wiele osób zastępuje białko przez jedzenie dużej ilości stroczków - wyłącznie w taki sposób zastąpione białko sprzyja zaleganiu kwasu fitynowego w jelitach, który blokuje wchłanianie cynku, żelaza i wapnia z innych produktów.

Nie chcąc zrobić sobie krzywdy poświeciłam trochę czasu na lekturę dotycząca podstaw wiedzy o żywieniu. Wiedziałam na jakie niedobry muszę szczególnie uważać i co jeść by ich uniknąć. Powierzchowna wiedza i świadomość nie uchroniła mnie przed błędami. Po trzech miesiącach zauważyłam objawy wskazujące na niedobór witaminy D oraz mrowienie i drętwienie dłoni, co mogłoby wskazywać na lekki niedobór witaminy B12. Bardzo pogorszyła się moja cera przez to, że zaczęłam jeść więcej serów. Nabiał wybierałam ze względu na dobrze przyswajalne witaminy i minerały, które kiedyś znalazłabym w mięsie. Zmieniając dietę na warzywną trzeba się przygotować na to, że przez pierwsze tygodnie będzie nas częściej bolał brzuch, a to przez to, że zmienia się flora bakteryjna jelit. Finalnie to bardzo korzystna zmiana - flora wzbogaca się o więcej bakterii i enzymów wspomagających prace jelit, a metabolizm przyśpiesza. 

Mimo tego jak czasochłonnym i angażującym procesem jest wypracowanie nowej diety, uważam, że było warto. Przede wszystkim mam mniej powodów by się martwić tym, że mój posiłek wiąże się z cierpieniem zwierząt, nie czuje się przytłoczona z powodu marnowania niezjedzonego mięsa. Po jedzeniu czuje się lekko, mam więcej energii. Zmiana nawyków żywieniowych stała się dla mnie większym pretekstem. Zaczęłam sporo jeździć na rowerze i straciłam 5 kg. Zaczęłam czytać składy i bardziej dociekać, a przez to kupować produkty lepszej jakości. 

Okazjonalne jedzenie mięsa sprawiło, że przestałam jeść to najbardziej przetworzone i niezdrowe, jak wędliny czy to z fast foodów. Jeśli kupuję mięso to w miarę dostępności wybieram to z ekologicznych hodowli. Początkowo mięsne danie stanowiło dla mnie nagrodę za bezmięsne 5 dni w tygodniu, wiązało się z pewną celebrą, obecnie przestało mnie cieszyć i smakować tak jak kiedyś. Zakładałam, że za kilka lat całkowicie zrezygnuję z mięsa i będzie to naturalne następstwo aktualnej diety i zmieniającego się smaku. 

Przy okazji rozmów ze znajomymi o mojej diecie, padają pytania o to skąd biorę przepisy i pytania o polecane książki kulinarne. Najbardziej lubię gotować modyfikując znane przepisy zastępując mięso innym wysokobiałkowym produktem, który będzie miał wyrazisty smak. Nie trafiłam jeszcze na książkę kulinarną dla fleksitarian, która proponowałaby wersje mięsną i bezmięsną tego samego dania. Stąd też pomysł na stworzenia na Delicjach zbioru przepisów fleksitariańskich, które zależnie od ochoty i okazji mogą być mięsne lub bezmięsne pozostając smaczne i wartościowe.